Wyślij dziecko na Igrzyska
16.02.2018

Wyślij dziecko na Igrzyska

Twoje dziecko może wystrtować kiedyś na Igrzyskach Olimpijskich. Dużo zależy od tego, czy i jak pomożesz mu zająć się sportem - pisze w felietonie Krzysztof Łoniewski - dziennikarz radiowej "Trójki".
 
Igrzyska olimpijskie to czas gdy nawet nie kibice siadają przed telewizorem. Wiadomo, że trzymamy kciuki za naszych w Pjongczangu i nierzadko zerkamy na dyscypliny na które mamy czas właściwie raz na 4 lata. Dech zapiera gdy ogląda się powietrzne akrobacje freestylowych narciarzy czy snowboardzistów. Tak kochane w naszym kraju skoki narciarskie też przecież należą do sportów ekstremalnych. 
 
Co w sytuacji kiedy nasze dziecko, może nawet bardziej nastolatek zapragnie realizować się w takich dyscyplinach? Można postawić veto. Z czystej troski. Lepiej jednak nie zniechęcać do sportu tylko namówić na ciut bezpieczniejszą aktywność. Narty owszem, ale zjazdowe. Podobno po stokach w kraju i za granicą szusuje kilka milionów rodaków. Na razie ma to zerowe przełożenie na wysoki wyczyn, ale może światowej klasy alpejczycy  w biało-czerwonych barwach to po prostu kwestia czasu. Tacy Słowacy już się mogą nimi pochwalić. 
 
Wracając do sportu masowego, to warto zainwestować, bo bez tego ani rusz, w naukę narciarstwa dla naszych pociech. Teraz po naukę już nawet nie trzeba jeździć w góry. Stoki idealne do pierwszych kroków narciarstwa są na przykład na Mazurach czy w Wielkopolsce. Dziecko z czasem podziękuje rodzicom, że musieli zajrzeć do portfela, bo gdy na studiach ktoś ze znajomych rzuci: "jedziesz na narty" obejdzie się bez wymówek i towarzyskiego zimowego wykluczenia. 
 
Dobrze spróbować też nart biegowych. To wersja tańsza, ale też interesująca. Dzieci chłoną nowe aktywności i raz, że chętnie spróbują, dwa że zażyją ruchu. Ten jest dla ich właściwego rozwoju nie do przecenienia. Sport, miedzy innymi, uczy właściwej koordynacji, dotlenia mózg, co z kolei przekłada się na bardziej wydajną naukę, uczy odnajdywać się w grupie, ale też wygrywać i przegrywać. W dorosłym życiu ta umiejętność przydaje się aż za często. 
 
Gdy trafi się nam sportowy rodzynek i trenerzy, czy nauczyciele wf podpowiedzą, że mamy w domu materiał na przyszłego sportowca są sposoby, żeby zorientować się na jaką dyscyplinę go ukierunkować. Proszę się nie bać badań genetycznych. Po prostu warto wiedzieć co my,a w tym przypadku nasze pociechy, mają w genach i dowiedzieć się czy zapowiadają się na świetnych sprinterów czy raczej pływaków wybierających długie dystanse. A najważniejsze, żeby nasze dzieci po prostu się ruszały. Regularnie kilka razy w tygodniu. To przełoży się na jakość ich dorosłego życia.
Do góry strony